Milczenie jest złotem
Kampania wyborcza rozkręca się z pewną taką nieśmiałością. Najpierw najważniejsi kandydaci postanowili milczeć, ale gdy się okazało, że milczenie jest złotem tylko dla jednego z nich, Jarosława Kaczyńskiego, sztab kontrkandydata Komorowskiego chce wypłoszyć lisa z nory.
Niech Kaczyński coś powie – apelują PO-wiacy, bo liczą, że jak do tej pory bywało, największym wrogiem prezesa PiS jest on sam. Sztab Kaczyńskiego na razie się nie daje sprowokować i stopniuje napięcie: „Jarosław Kaczyński udzielił publicznej wypowiedzi internautom!” – doniósł wczoraj jego rzecznik. Łał! – wypadałoby krzyknąć. Ale nawet te pierwsze koty za płoty są dobre, bo polityków najpierw po słowach poznacie, a po czynach to zwykle, gdy już jest za późno.
Pamiętając wszak, że najważniejsze słowa tej kampanii jeszcze nie padły – one, zdaje się, są nagrane na czarnej skrzynce. I nie wiadomo, czy wszyscy ci, którzy tak bardzo domagają się ich ujawnienia będą zadowoleni.


17 maj 2010 (Poniedziałek), godz. 8:42
Myślę, że “milczenie jest złotem” powinno stać się przesłaniem kandydata Komorowskiego, jego sztabu i członków jego komitetu honorowego. Łał! – wypadałoby krzyknąć po każdej prawie wypowiedzi “profesora”, “wybitnego reżysera” i samego kandydata. Z każdą wypowiedzią tych panów jeden punkt procentowy poparcia mniej.
17 maj 2010 (Poniedziałek), godz. 18:31
,,Miało być tak pięknie – tabuny celebrytów miały uwiarygodnić Bronisława Komorowskiego i pokazać go jako naturalnego kandydata na prezydenta. Ale okazało się, że zgoda buduje (jak głosi odkrywcze hasło PO), a komitet (honorowy) rujnuje.
Zaczęło się od wpadki samego kandydata – dziękując premierowi za szalik, obraził poznaniaków i krakusów, oskarżając ich o skąpstwo. W swoim charakterystycznym stylu żartowania zdołał w ciągu paru sekund odebrać sobie setki tysięcy głosów. Sztab Komorowskiego drży chyba na samą myśl o kolejnych występach swojego kandydata – co się pojawi, to zalicza kolejną wtopę. Trzeba było widzieć minę Donalda Tuska – przerażenie połączone ze wściekłością.
Ale potem było jeszcze gorzej – kolejni „honorowi” dobijali premiera i marszałka swoimi wystąpieniami. Zaczął Władysław Bartoszewski, który zaatakował Jarosława Kaczyńskiego za brak dzieci, a jego dojście do władzy uznał za równoznaczne z zejściem Polski do roli Ruandy.
Wtórował mu Andrzej Wajda – powiedział to wprost: te wybory do wojna domowa i trzeba ją wygrać. Ta pokojowa poetyka towarzyszyła także Markowi Majewskiemu – powiedział on, że ci z charyzmą to psychopaci. A w „setkach” po uroczystości Kora Jackowska uznała obecne wybory za walkę między dobrem i złem. No to mamy jasny obraz – po drugiej stronie, po stronie PiS, mamy do czynienia z morderczymi psychopatami, reprezentującymi zło wcielone, którzy w przypadku wygranej urządzą nam tu rzeź w stylu Ruandy.
A wszystko to przy okazji prezentacji hasła wyborczego: „Zgoda buduje”. To prawda – ale komitet honorowy rujnuje. Dawno już nie widziałem takiej pięknej katastrofy. Jeszcze kilka żartów Komorowskiego, jeszcze parę wpadek z otwieraniem serwera lub ściągami z Wikipedii, jeszcze kilka wypowiedzi jego fanów i piosenek w stylu Wojewódzkiego i prezydentem będzie Jarosław Kaczyński”
Marek Migalski